Polski biskup skazany za niezgłoszenie niezwłocznie zarzutów dotyczących wykorzystywania seksualnego dzieci

2026-10-29

Pierwszym tego typu orzeczeniem w Polsce uznano biskupa katolickiego za winnego niezawiadomienia organów ścigania w trybie pilnym o zarzutach wykorzystywania seksualnego dzieci przez podległych mu księży.

Biskup tarnowski Andrzej Jeż został skazany na karę wolnościową, na mocy której przez dwa lata będzie musiał przekazywać 25% swoich zarobków na rzecz organizacji charytatywnej wspierającej ofiary wykorzystywania seksualnego dzieci.

Od wyroku można się jednak jeszcze odwołać, a diecezja tarnowska już zapowiedziała, że ​​„nie zgadza się z orzeczeniem sądu” i złoży apelację.

Sprawa dotyczy rzekomego molestowania przez dwóch księży, którzy pracowali pod zwierzchnictwem Jeża. Zgodnie z polskim prawem dotyczącym prywatności można ich zidentyfikować wyłącznie jako Stanisław P. i Tomasz K.

W 2022 r. prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie zarzutów postawionych Stanisławowi P. ze względu na przedawnienie, mimo że ustaliła, że ​​na przestrzeni kilkudziesięciu lat w parafiach Polski i Ukrainy dopuścił się on krzywdy co najmniej 95 dzieci i dopuścił się „aktów seksualnych” wobec 77 z nich.

W 2023 r. prokuratorzy postanowili postawić zarzuty Tomaszowi K., który już w 2018 r. miał dopuszczać się wykorzystywania seksualnego dzieci. Nie udało im się jednak formalnie przedstawić mu zarzutów ze względu na jego zły stan zdrowia – informował na początku tego roku serwis informacyjny OKO.press.

Choć Jeż nie został oskarżony o współudział w samym rzekomym molestowaniu, postawiono mu zarzuty na podstawie ustawy z 2017 r., która uznaje za przestępstwo „niezwłoczne powiadomienie władz” o „wiarygodnych informacjach” na temat wykorzystywania seksualnego nieletnich. Za przestępstwo grozi kara do trzech lat więzienia.

Śledczy twierdzą, że choć wewnętrzne śledztwo kościelne w sprawie Stanisława P. zostało wszczęte w pierwszej dekadzie XXI w., a decyzja o usunięciu go ze stanu duchownego zapadła w 2013 r., Jeż zawiadomił prokuraturę dopiero w 2020 r. W przypadku Tomasza K. biskup zawiadomił prokuraturę dopiero w 2021 r.

Prokurator Marcin Stępień stwierdził przed sądem, że niezgłoszenie przez Jeża molestowania spowodowało przedawnienie w przypadku części ofiar Stanisława P.

Stępień zauważył także, że biskup przekazał tę informację dopiero, gdy media wyszły na jaw zarzuty wobec Stanisława P. – podaje TVN.

Prokuratorzy domagali się dla niego kary 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz grzywny w wysokości 20 000 zł (4550 euro). Jeż jednak zaprzeczył stawianym mu zarzutom i domagał się uniewinnienia. Twierdził, że zgłosił władzom rzekome nadużycie, gdy tylko pojawiły się wiarygodne informacje.

W czwartek sąd uznał biskupa za winnego i wymierzył mu wyrok zwany „ograniczeniem wolności” (ograniczające wolnośći), zgodnie z którą skazany nie jest więziony, lecz zobowiązany do czynienia jakiegoś dobra społecznego.

W sprawie Jeża sąd nakazał przekazanie 25% jego wynagrodzenia przez dwa lata na rzecz Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, która wspiera ofiary przemocy wobec dzieci. Dodatkowo nakazano mu wpłacić kwotę 20 000 zł na Fundusz Pomocy Ofiarom i Pomocy Postpenitencjarnej.

W oświadczeniu wydanym po wyroku diecezja tarnowska podała, że ​​„nie zgadza się z orzeczeniem sądu” i że po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem sądu „zostanie złożona apelacja”.

W ostatnich latach Kościół katolicki w Polsce został dotknięty serią doniesień dotyczących historycznego wykorzystywania nieletnich przez duchownych oraz zarzutów, że biskupi tuszowali sprawy.

Watykan podjął w tej sprawie działania przeciwko wielu polskim biskupom. Ostatnio, w 2024 r., Watykan ogłosił dymisję biskupa łowickiego Andrzeja Dziuby w związku z jego „zaniedbaniami w prowadzeniu spraw dotyczących wykorzystywania seksualnego nieletnich”.

W lutym komisja powołana przez diecezję sosnowską po serii skandalów ogłosiła, że ​​zidentyfikowała co najmniej 50 dzieci, które odniosły krzywdę i 29 osób podejrzanych o molestowanie nieletnich, w większości duchownych.

Anna Kowalski
Anna Kowalski
Jestem redaktorką naczelną Ukiel Magazine i od lat zajmuję się dziennikarstwem. W swojej pracy stawiam na rzetelność, przejrzystość i najwyższą jakość publikacji. Wierzę, że media powinny nie tylko informować, ale także inspirować do refleksji i dialogu.