Polska ma drugą najwyższą w UE cenę energii elektrycznej pod względem kosztów utrzymania

2026-11-03

Z nowych danych Eurostatu wynika, że ​​w pierwszej połowie 2026 r. Polska miała drugą najwyższą cenę energii elektrycznej dla gospodarstw domowych w Unii Europejskiej po uwzględnieniu różnic w kosztach utrzymania. Ceny w Polsce również należały do ​​najszybciej rosnących w bloku.

Stosunkowo wysokie koszty energii elektrycznej w Polsce odzwierciedlają ciągłe uzależnienie kraju od węgla, co skutkuje pobieraniem przez UE opłat za emisję dwutlenku węgla oraz związanych z tym podatków i opłat, które stanowią największą część rachunków gospodarstw domowych za energię elektryczną w całej UE.

Nominalnie w pierwszej połowie 2026 r. polskie gospodarstwa domowe płaciły za energię elektryczną 29,99 euro za 100 kilowatogodzin (kWh). Była to siódma najwyższa cena wśród 27 państw członkowskich UE i wyższa od średniej dla całego bloku wynoszącej 28,32 euro.

Najwyższe ceny miała Irlandia (38,71 euro za 100 kWh), a za nią plasowały się Niemcy (36,18 euro) i Belgia (35,75 euro). Najniższe koszty odnotowano na Węgrzech (11,39 euro), Malcie (12,68 euro) i Bułgarii (13,41 euro).

Jednak po uwzględnieniu standardów siły nabywczej (PPS), które uwzględniają różnice w kosztach życia, Polska zajęła drugie miejsce w UE z wynikiem 41,12 PPS na 100 kWh.

Wyższe ceny miała jedynie Rumunia, która wyniosła 46,89 PPS. Najniższe ceny mierzone w PPS odnotowano na Malcie (13,75), Węgrzech (14,7) i Luksemburgu (15,47).

Ceny energii elektrycznej w Polsce liczone w PPS wzrosły o 10,7% w porównaniu z drugą połową 2025 r., co było drugim co do wielkości wzrostem w UE po Finlandii. Wzrosły również o 17,6% w porównaniu z pierwszą połową 2025 r., co stanowi czwarty co do wielkości wzrost w bloku.

Jednym z powodów utrzymujących się wysokich cen energii elektrycznej w Polsce jest ciągłe uzależnienie kraju od węgla, który w ubiegłym roku wygenerował nieco ponad połowę energii elektrycznej, co stanowi zdecydowanie najwyższy odsetek w UE.

Prawie cały węgiel wykorzystywany w polskich elektrowniach wydobywany jest w kraju i należy do najdroższych na świecie. Ponadto spalanie powoduje również wysoką emisję dwutlenku węgla, za którą wytwórcy energii muszą płacić w ramach unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (ETS).

Koszty te mają wpływ na wysokie podatki i opłaty wliczane do rachunków za energię elektryczną gospodarstw domowych, które stanowiły 39% ceny końcowej w Polsce w I połowie 2026 r. Był to najwyższy udział w UE, wyprzedząc Niemcy (23,6%) i znacznie powyżej średniej dla bloku wynoszącej 18,6%.

„W Polsce tylko jedna trzecia naszej energii elektrycznej jest wytwarzana bezemisyjnie. Za resztę musimy zapłacić – często słono” – komentuje dane polski dziennikarz energetyczny Jakub Wiech.

Bez podatków i opłat nominalna cena energii elektrycznej w Polsce wyniosłaby niecałe 16 euro za 100 kWh, czyli mniej niż średnia unijna wynosząca 20,27 euro.

Bartłomiej Orzeł z think tanku Project Tempo zauważa jednak, że ceny prądu w Polsce byłyby tak naprawdę jeszcze wyższe, gdyby nie ogromne dotacje państwa na wsparcie nierentownego sektora wydobycia węgla, które wynoszą miliardy złotych rocznie, ale jednocześnie chronią odbiorców końcowych przed pełnymi kosztami wydobycia węgla.

W rozmowie z portalem informacyjnym Interia powiedział, że kopalnie faktycznie sprzedają węgiel elektrowniom po cenie niższej od kosztów wydobycia.

Według Wiecha wysokie obciążenia podatkowe odzwierciedlają także koszty transformacji polskiej energetyki przy jednoczesnym wspieraniu elektrowni węglowych i budżetu państwa.

Mówi, że Polska potrzebuje „z jednej strony finansowania przyspieszonej, ale opóźnionej transformacji i modernizacji sektora elektroenergetycznego, z drugiej strony utrzymania floty elektrowni węglowych, a po trzecie zasilenia budżetu państwa”, który boryka się z utrzymującymi się wysokimi deficytami.

Wiech spodziewa się jednak, że przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi politycy znajdą się pod presją obniżenia rachunków za prąd. Mówi, że mogą ulec pokusie „ingerowania w rachunki za energię elektryczną” i że „jest zatem całkiem prawdopodobne, że niektóre opłaty (np. opłata dystrybucyjna) zostaną obniżone w 2027 r.”.

Ceny energii i szerzej rozumiana transformacja energetyki stały się już w tym roku coraz bardziej upolitycznione, a prawicowa opozycja krytykuje politykę klimatyczną UE.

Narodowo-konserwatywna partia Prawo i Sprawiedliwość (PiS), największa partia opozycyjna, wezwała niedawno Polskę do jednostronnego wycofania się z ETS, twierdząc, że traktuje ona „Polaków jak bankomat na absurdalną lewicową politykę klimatyczną UE”.

Opozycyjny prezydent Karol Nawrocki dwukrotnie próbował zwołać ogólnokrajowe referenda w sprawie odrzucenia polityki klimatycznej UE, ale w obu przypadkach jego propozycje zostały odrzucone przez większość w parlamencie bardziej prounijnego rządu.

Jednak gdy PiS sprawował władzę w latach 2015–2023, dostrzegł potrzebę odejścia Polski od węgla na rzecz połączenia OZE i atomu.

Instalacje fotowoltaiczne przeżywały rozkwit pod rządami PiS, a ogólny udział OZE w miksie energetycznym wzrósł z ok. 9% w 2015 r. do rekordowych 29% w 2024 r.

Obecny rząd kontynuuje plany PiS dotyczące przejścia na energię jądrową i odnawialne źródła energii. W tym roku pierwsza w Polsce morska farma wiatrowa na Bałtyku rozpoczęła wytwarzanie energii elektrycznej, a w przyszłości planowanych jest szereg innych projektów na morzu.

Zatwierdzony w czerwcu Narodowy Plan na rzecz Energii i Klimatu przewiduje, że do 2040 r. węgiel będzie stanowić 0-5% miksu energetycznego. Około 15-16% będzie pochodzić z atomu, 7-8% z gazu, a większość z OZE: wiatr na lądzie (22-27%), wiatr na morzu (18-21%) i energia słoneczna (14-18%).

Anna Kowalski
Anna Kowalski
Jestem redaktorką naczelną Ukiel Magazine i od lat zajmuję się dziennikarstwem. W swojej pracy stawiam na rzetelność, przejrzystość i najwyższą jakość publikacji. Wierzę, że media powinny nie tylko informować, ale także inspirować do refleksji i dialogu.