Polski premier Donald Tusk ostrzegł, że Środkowoeuropejska Grupa Wyszehradzka (V4) będzie dążyć do blokowania jakiejkolwiek polityki klimatycznej Unii Europejskiej, która podnosi ceny energii.
W przemówieniu po spotkaniu z przywódcami pozostałych krajów V4, Węgier, Słowacji i Czech Tusk powiedział, że nie mogą oni zaakceptować polityki, która dodatkowo osłabia konkurencyjność w czasie, gdy już borykają się z wysokimi kosztami energii elektrycznej.
💬 Premier @donaldtusk w #Bratysława ⤵️
Polska i grupa #V4 nie pozwala na żadne zmiany na podstawie przepisów prawnych, lub innych państw, które są dostępne na skutek sytuacji energetycznej w naszych. Ceny energii w tym zakresie wymagane spaść. pic.twitter.com/BFnRx8Clse
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) 10 września 2026
W ostatnich miesiącach Polska i niektóre inne państwa członkowskie nawoływały do złagodzenia unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (ETS), uruchomionego w 2005 r. systemu ograniczania emisji i handlu, w ramach którego zanieczyszczający płacą za emisję dwutlenku węgla w sektorach takich jak wytwarzanie energii i przemysł ciężki.
Zapewnili także odroczenie wprowadzenia systemu ETS2, który obejmie emisje z transportu drogowego i budynków.
„Niezależnie od tego, czy mówimy o ETS1, ETS2, czy innych propozycjach, wszystko, co niesie dla nas ryzyko droższej energii, zostanie przez nas zablokowane” – powiedział Tusk w czwartek na konferencji prasowej wraz z premierami pozostałych krajów V4, a także irlandzkiego Micheála Martina.
„Polska i V4 nie pozwolą na żadne zmiany ani propozycje instytucji europejskich czy innych krajów, które mogłyby pogorszyć sytuację energetyczną w naszych krajach” – dodał. „Ceny energii w tym regionie, w tym w Polsce, muszą spaść”.
Polska odnotowała w tym roku trzeci najszybszy wzrost cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych w UE.
Kraj ten dysponuje obecnie drugą najdroższą energią elektryczną w bloku, biorąc pod uwagę koszty utrzymania https://t.co/WNLdCfOP16
Tusk argumentował, że wysokie ceny energii stanowią zagrożenie nie tylko dla gospodarek Europy Środkowej, ale także dla konkurencyjności całej UE. „Możemy zapomnieć o marzeniach o konkurowaniu z Chinami czy Stanami Zjednoczonymi, jeśli nasze ceny energii pozostaną na obecnym poziomie” – ostrzegł Tusk.
Podobnie słowacki premier Robert Fico powiedział, że kraje V4 są zjednoczone w podejściu do systemu handlu uprawnieniami do emisji.
„Będziemy bardzo aktywni, będziemy także angażować się w dyskusje poza posiedzeniami Rady Europejskiej i Rady Europy, aby omówić, jakie kroki podjąć, aby obniżyć ceny energii” – powiedział.
Czeski premier Andrej Babiš również wyraził frustrację związaną z rosnącymi kosztami energii. „Wszyscy w naszym regionie przemysłowym płacimy dużo pieniędzy za uprawnienia do emisji. A co Komisja powiedziała nam w 2020 r.? Że cena tego uprawnienia w 2030 r. wyniesie 26,50 euro. W tej chwili jest to 80 euro” – powiedział.
Według danych Eurostatu gospodarstwa domowe w Polsce płaciły za energię elektryczną w drugiej połowie 2025 r. 27,09 euro za 100 kilowatogodzin (kWh), łącznie z podatkami i opłatami. To jedenasty najwyższy wynik w UE i niższy od kwoty 28,96 euro w całej UE.
Jednak po uwzględnieniu standardów siły nabywczej (PPS), które uwzględniają różnice w kosztach życia, polskie gospodarstwa domowe plasowały się na drugim miejscu pod względem cen energii elektrycznej w UE na poziomie 37,15 PPS za 100 kWh, ustępując jedynie Rumunii (49,52 PPS) i Czechom (39,16 PPS).
Wpływ ETS na rachunki za energię elektryczną znalazł się w centrum debaty politycznej w tym roku po tym, jak główna partia opozycyjna, narodowokonserwatywne Prawo i Sprawiedliwość (PiS), wezwała Polskę do jednostronnego wycofania się z systemu, twierdząc, że czyni to „Polaków bankomatem dla absurdalnej lewicowej polityki klimatycznej UE”.
Opozycyjny konserwatywny prezydent Karol Nawrocki dwukrotnie zabiegał także o zwołanie ogólnokrajowych referendów w sprawie odrzucenia polityk klimatycznych UE, w tym ETS, argumentując, że są one zbyt drogie. Obydwa jego wysiłki zostały odrzucone przez większość rządu w parlamencie.
Choć rząd odrzucił pomysł wycofania się z systemu ETS – co jego zdaniem skutkowałoby nałożeniem na Polskę wysokich, ciągłych kar – nalegał na reformę systemu.
W lipcu Komisja Europejska przedstawiła propozycje złagodzenia systemu ETS w odpowiedzi na naciski ze strony takich krajów jak Polska, umożliwiające przemysłowi dłuższą emisję CO2 przy jednoczesnym zapewnieniu większego wsparcia finansowego dla inwestycji w czyste technologie.
Jednak istnieje również szereg innych państw członkowskich UE, które sprzeciwiają się osłabieniu systemu ETS, twierdząc, że byłoby to karalne dla tych, którzy wcześnie przenieśli się do ograniczenia emisji.
Polska prawicowa opozycja chce wycofać się z unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji, twierdząc, że czyni to z Polaków „automatem do zarabiania pieniędzy na absurdalną lewicową politykę klimatyczną” @PStrzalkowski wyjaśnia, jakie koszty tak naprawdę niesie ze sobą ETS i jakie są perspektywy reformy https://t.co/UxpMWpG1pE
Tuż przed przedstawieniem przez Komisję Europejską swojej propozycji w lipcu polska minister klimatu Paulina Hennig-Kloska oświadczyła, że utworzyła koalicję 10 krajów wzywającą do reformy systemu ETS i bardziej realistycznej ścieżki redukcji emisji.
Chcą także, aby mechanizmy finansowania ETS uwzględniały różnice krajowe, w tym koszyki energetyczne i PKB na mieszkańca, aby zapewnić bardziej sprawiedliwą transformację krajom o niższych dochodach, wychodząc z bardziej wymagającej sytuacji.
Na przykład Polska od dawna jest uzależniona od węgla, którego nadal wykorzystuje do produkcji około połowy swojej energii elektrycznej, co czyni ją jednym z największych emitentów w UE.
W 2025 r. odnawialne źródła energii wygenerowały 29,4% energii elektrycznej w Polsce, czyli prawie dokładnie tyle samo, co w 2024 r., kończąc okres silnego wzrostu trwający od 2021 r.
Dominującym źródłem pozostał węgiel (52,2%), choć jego udział spadł.
Aby uzyskać więcej informacji, przeczytaj nasz pełny raport: https://t.co/XjD9hfhabo pic.twitter.com/WklP7dYL78
Jednak w ostatnich latach kraj poczynił znaczne postępy w rozwoju odnawialnych źródeł energii, w szczególności energii słonecznej i wiatru na lądzie.
W 2025 r. odnawialne źródła energii odpowiadały za nieco ponad 29% całkowitej produkcji energii elektrycznej w Polsce, czyli prawie trzykrotnie więcej niż dziesięć lat wcześniej. Dalszy postęp można spodziewać się w tym roku, kiedy Polska po raz pierwszy zaczęła wytwarzać energię elektryczną z morskich farm wiatrowych.
Zgodnie z zatwierdzonym w czerwcu przez obecny rząd narodowym planem energetyczno-klimatycznym planuje się, że do 2040 roku Polska będzie wytwarzać 18-21% energii z morskiej energetyki wiatrowej i 22-27% z lądowej. Dalsze 15–16% będzie pochodzić z energii jądrowej, 14–18% z energii słonecznej, 7–8% z gazu i 0–5% z węgla.
Pierwsza w Polsce morska farma wiatrowa rozpoczęła dostarczanie energii elektrycznej, a premier @donaldtusk określił tę inwestycję jako „kluczowy element naszego bezpieczeństwa energetycznego i suwerenności”.
Rząd chce, aby do 2040 r. 20% energii pochodziło z morskiej energetyki wiatrowej https://t.co/EodvInFmrn