Prezydent Karol Nawrocki zawetował rządowy projekt ustawy wdrażający w Polsce unijną ustawę o usługach cyfrowych (DSA). Argumentował, że środki te zagroziłyby wolności słowa, umożliwiając urzędnikom państwowym usuwanie treści internetowych.
„Jako prezydent nie mogę podpisać ustawy, która w praktyce oznacza cenzurę administracyjną” – powiedział Nawrocki. „A sytuacja, w której urzędnik państwowy decyduje, co jest dozwolone w Internecie, przypomina Ministerstwo Prawdy z powieści Orwella 1984.”
Rząd, który regularnie ścierał się z Nawrockim, twierdzi, że wprowadzone rozwiązania pomogłyby chronić internautów przed szkodliwymi i nielegalnymi treściami oraz dezinformacją. Projekt ustawy uzyskał także poparcie polskich mediów i organizacji praw człowieka.
W tym terminie dostawy dwanaście ustaw dostarczonych przez Marszałka Sejmu. To ważne zmiany w kodeksie pracy, planach inwestycyjnych gmin, w zarządzaniu Bałtyku czy ustawa regulująca funkcjonowanie spółdzielni mieszkaniowych.
Łącznie już 144 razy mój podpis… pic.twitter.com/M6e7yEfUHL— Kancelaria Prezydenta RP (@prezydentpl) 9 stycznia 2026 r
Ustawa przyznałaby dwóm organom państwowym, Urzędowi Komunikacji Elektronicznej (UKE) i Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji (KRRiT), uprawnienia do blokowania w Internecie treści uznawanych np. za zawierające groźby karalne, znęcanie się nad dziećmi, nawoływanie do samobójstwa, mowę nienawiści lub naruszające prawa własności intelektualnej.
Prośby o zablokowanie treści mogą pochodzić od użytkowników, policji, prokuratorów, straży granicznej (w sprawach związanych z handlem ludźmi) lub Krajowej Administracji Skarbowej.
Autorzy zostaną powiadomieni, a w przypadku złożenia sprzeciwu sąd ponownie rozpatrzy decyzję. Blokowanie treści nastąpi dopiero po upływie terminu do wniesienia sprzeciwu. Użytkownicy zyskaliby również jasne kanały odwołania się od usunięcia platformy, składania skarg do władz i przywracania treści usuniętych bez uzasadnienia.
Nawrocki argumentował jednak, że zabezpieczenia te nie są wystarczająco mocne. „Zamiast prawdziwej kontroli sądowej wprowadzono absurdalne rozwiązanie: sprzeciw od decyzji urzędnika, który obywatele muszą złożyć w ciągu 14 dni” – napisał na stronie Kancelarii.
Prezydent przyznał, że Internet „stwarza wiele zagrożeń, zwłaszcza dla dzieci” i wymaga „rozważnych, skutecznych i inteligentnych regulacji”. Rządowy projekt ustawy zawiera jednak elementy „nie do obrony i po prostu szkodliwe”.
„Proponowane rozwiązania tworzą system, w którym zwykli Polacy będą musieli walczyć z biurokracją, aby bronić swojego prawa do wyrażania swoich opinii. To jest niedopuszczalne” – podsumował. „Państwo ma gwarantować wolność, a nie ją ograniczać”.
Polska ma nadzieję, że w tym roku wprowadzi rozwiązania uniemożliwiające dzieciom dostęp do mediów społecznościowych – twierdzi Ministerstwo Cyfryzacji.
Pracuje nad narzędziami, które wymagałyby od platform weryfikacji wieku użytkowników https://t.co/G7qeEl2q9x
Decyzję Nawrockiego skrytykował minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, który stwierdził, że zagrozi to bezpieczeństwu w Internecie. Weto nie było „obroną wolności słowa”, ale ochroną „pedofilów i oszustów” – stwierdził Gawkowski.
Argumentował, że proponowana ustawa wzmocniłaby prawo użytkowników do apelacji, chroniłaby rodziny przed dezinformacją i nienawiścią oraz chroniłaby Polskę przed zagraniczną propagandą.
Polska Rada Mediów, reprezentująca prasę, radio, telewizję i media internetowe, również skrytykowała weto, stwierdzając, że „utrudni walkę z dezinformacją w Internecie, zwłaszcza w czasach, gdy niemal codziennie zza wschodniej granicy pojawiają się nowe kłamstwa” – nawiązanie do rosyjskiej dezinformacji.
Polski rząd zwrócił się do UE o podjęcie działań przeciwko TikTok za pośrednictwem serii filmów przedstawiających młode kobiety wygenerowane przez sztuczną inteligencję, wzywające Polskę do opuszczenia UE.
„Nie ma wątpliwości, że jest to rosyjska dezinformacja” – mówi rzecznik rządu @adamSzlapka https://t.co/GrS1xUIWUc
Zatwierdzony w listopadzie projekt ustawy został już złagodzony w stosunku do swojej pierwotnej wersji, co pozwalało na blokowanie treści bez dania autorom szansy na reakcję. Spotkało się to z krytyką ze strony prawicowej opozycji, z którą Nawrocki jest utożsamiany, ale także wielu organizacji walczących o prawa człowieka.
Wersja ostatecznie przyjęta przez parlament rozwiała te obawy, zyskując poparcie ekspertów w dziedzinie praw człowieka i technologii.
Na początku tygodnia Fundacja Panoptykon, organizacja pozarządowa broniąca wolności przed zagrożeniami technologicznymi, opublikowała apel 132 ekspertów, w którym wzywa żonę Nawrockiego, Martę Nawrocką, do poparcia ustawy ze względu na jej wcześniejszą kampanię przeciwko zagrożeniom w Internecie.
Polsce grozi teraz potencjalna kara ze strony UE za niewdrożenie ustawy o usługach cyfrowych. W maju ubiegłego roku Komisja Europejska skierowała sprawę Polski i czterech innych państw członkowskich do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej za brak skutecznego wdrożenia DSA.
Prezydenckie weto niweczy ryzyko na kontrolę bezpieczeństwa Polek i Polaków, w tych ostatnich przed zainteresowaniami mediów (anty)społecznych, takich jak X czy YouTube. Chodziło o wdrożenie DSA. Trudno nam zrozumieć ostateczne @prezydentpl pic.twitter.com/Gf339fxroF
— Fundacja Panoptykon (@panoptykon) 9 stycznia 2026 r