Polscy parlamentarzyści prawicowej opozycji wzywają do zorganizowania marszu z okazji Dnia Niepodległości we Lwowie na Ukrainie

2026-09-17

Grupa parlamentarzystów z głównych polskich partii prawicowych i skrajnie prawicowych opozycji wspólnie wezwała rząd do zorganizowania marszu z okazji Dnia Niepodległości Polski w ukraińskim mieście Lwowie, które historycznie było częścią Polski.

Pomysł został stanowczo odrzucony przez działaczy koalicji rządzącej, którzy nazwali go „rażącą głupotą” i „szaleństwem”. Nie jest też jasne, w jakim stopniu kierownictwo partii opozycji popiera tę propozycję.

Sugestia została zgłoszona w tzw. interpelacji parlamentarnej – za pośrednictwem której posłowie mogą zadawać pytania i zgłaszać sugestie rządowi – złożonej w tym miesiącu i podpisanej przez grupę 21 parlamentarzystów opozycji.

Wezwali rząd do większych wysiłków na rzecz wsparcia etnicznej Polonii, która nadal mieszka we Lwowie, argumentując, że ani państwo polskie, ani ukraińskie nie robią wystarczająco dużo, aby pomóc im zachować i celebrować swoją tożsamość.

Natomiast – argumentowali sygnatariusze – polskie podmioty państwowe finansują ukraińskie organizacje i wydarzenia w Polsce, w tym obchody Dnia Niepodległości Ukrainy przypadające 24 sierpnia.

W związku z tym wezwali rząd do „zorganizowania oficjalnych obchodów (polskiego) Święta Niepodległości we Lwowie, w tym Marszu Niepodległości ulicami miasta” w dniu 11 listopada. Byłby to „konkretny znak pamięci i solidarności z Polakami mieszkającymi na Ukrainie”.

Wśród 21 sygnatariuszy 14 należy do klubu narodowo-konserwatywnego Prawa i Sprawiedliwości (PiS), partii rządzącej w Polsce w latach 2015–2023, a obecnie największej grupy opozycyjnej.

Kolejnych trzech należy do Konfederacji (Konfederacji), skrajnie prawicowej grupy opozycyjnej. Jeden z nich pochodzi z Rozwoju Plus (Rozwój Plus), ugrupowania, które na początku tego roku oderwało się od PiS; inny pochodzi z Konfederacji Korony Polskiej (KKP), radykalnie prawicowej, prorosyjskiej partii kierowanej przez Grzegorza Brauna.

Ostatnia dwójka to niezależny Janusz Kowalski, który niedawno odszedł z PiS; oraz Jarosław Sachajko, który w 2023 r. został wybrany z listy PiS, ale należy do małej Grupa Demokracja Bezpośrednia związana z Pawłem Kukizem, prawicową postacią antysystemową.

Nie jest jasne, w jakim stopniu parlamentarzyści mają poparcie swoich partii w wzywaniu rządu do zorganizowania marszu z okazji Święta Niepodległości we Lwowie. Rzeczywiście, gdy w środę o ten pomysł zapytano Krzysztofa Bosaka, jednego z przywódców Konfederacji, okazało się, że niewiele o nim wie.

W rozmowie z nadawcą RMF Bosak powiedział, że po raz pierwszy usłyszał o tej propozycji we wtorek i po zapoznaniu się z nią stwierdził, że wydaje się to „wyczynem kaskaderskim”, który jego zdaniem jest „niepotrzebny”.

„Myślę, że chodzi o to, aby zwrócić uwagę na fakt, że polskie instytucje uczestniczą w obchodach Święta Niepodległości Ukrainy w Warszawie i że powinna być pewna symetria” – stwierdził Bosak. Dodał jednak, że jego zdaniem wiele osób nie zrozumie tej intencji.

„Apel powinien być skierowany do instytucji ukraińskich, a nie do polskiego MSZ” – stwierdził, dodając, że parlamentarzyści, którzy wpadli na ten pomysł, powinni to lepiej wyjaśnić. – Szczerze mówiąc, mam poważniejsze sprawy na głowie.

Przez większą część historii Lwów (znany po polsku jako Lwów) był częścią państwa polskiego, ostatnio w okresie między I i II wojną światową. Jednak w wyniku powojennych ruchów granicznych stała się częścią Ukrainy wraz z kilkoma innymi byłymi terytoriami polskimi.

Wielu Polaków nadal ma poczucie przywiązania do dawnych polskich „kresów” (kresy), które obecnie znajdują się na Ukrainie, Litwie i Białorusi i które nadal są domem dla co najmniej setek tysięcy etnicznych Polaków (choć dokładna liczba jest przedmiotem sporu).

W samym Lwowie najnowszy ukraiński spis powszechny przeprowadzony w 2001 roku wykazał, że w mieście jest prawie 10 000 osób deklarujących pochodzenie etniczne (około 1% populacji), choć niektóre szacunki podają tę liczbę wyżej.

W zeszłym roku inny główny przywódca Konfederacji, Sławomir Mentzen, starł się z burmistrzem Lwowa Andrijem Sadowiem po wizycie w mieście i skrytyceniu pomnika upamiętniającego przywódcę nacjonalistycznego Stepana Banderę, postać przez wielu uważaną na Ukrainie za bohatera, ale w Polsce uważaną za zbrodniarza wojennego.

Zwolennicy Bandery byli odpowiedzialni za tak zwane masakry wołyńskie podczas drugiej wojny światowej, podczas których ukraińscy nacjonaliści zamordowali około 100 000 etnicznych polskich cywilów. Polska uważa te zabójstwa za ludobójstwo, ale Ukraina odrzuca tę etykietę.

Sprawa wywołała ponowne napięcie w tym roku, kiedy prezydent Wołodymyr Zełenski nadał ukraińskiej jednostce wojskowej imię „bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii”, którzy przewodzili masakrze. Jakakolwiek polska próba zorganizowania wspieranego przez państwo marszu z okazji Dnia Niepodległości na Ukrainie prawdopodobnie wywołałaby dalsze kontrowersje.

Choć polski rząd nie odpowiedział jeszcze oficjalnie na interpelacje parlamentarzystów opozycji, szereg przedstawicieli koalicji rządzącej – od lewicy po centroprawicę – skrytykowało ten pomysł w środę.

Wiceminister obrony Cezary Tomczyk nazwał „rażącą głupotą” myślenie o zorganizowaniu takiego marszu na Ukrainie, zwłaszcza w czasie wojny. Zapytał, jak czuliby się Polacy, gdyby Niemcy spróbowali zorganizować podobny marsz w Polsce (której część obecnego terytorium przed II wojną światową należała do Niemiec).

Zarówno Dariusz Wieczorek, poseł Lewicy (Lewica), jak i Marek Biernacki z centroprawicowego Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) powiedzieli w TVN, że pomysł jest „szaleństwem”.

Anna Kowalski
Anna Kowalski
Jestem redaktorką naczelną Ukiel Magazine i od lat zajmuję się dziennikarstwem. W swojej pracy stawiam na rzetelność, przejrzystość i najwyższą jakość publikacji. Wierzę, że media powinny nie tylko informować, ale także inspirować do refleksji i dialogu.