Pierwsza w Polsce morska farma wiatrowa rozpoczyna produkcję energii

2026-07-10

Pierwsza w Polsce morska farma wiatrowa rozpoczęła dostarczanie prądu. Po ukończeniu obiekt o nazwie Baltic Power będzie generował 4 terawatogodziny (TWh) rocznie, co wystarczy na pokrycie około 3% polskiego zapotrzebowania i zasili równowartość 1,5 miliona domów.

Projekt wpisuje się w ambitne plany Polski dotyczące rozwoju farm wiatrowych wzdłuż wybrzeża Morza Bałtyckiego. Rząd dąży do tego, aby do 2040 r. około jedna piąta krajowej energii elektrycznej pochodziła z morskiej energetyki wiatrowej, w miarę odchodzenia Polski od węgla na rzecz odnawialnych źródeł energii i energii jądrowej.

„To technologiczne zwycięstwo wszystkich, którzy wierzyli, że Polska może znaleźć się w czołówce krajów nowoczesnej energetyki” – zadeklarował premier Donald Tusk podczas uroczystości przekazania pierwszego prądu z elektrowni Baltic Power.

Powiedział, że morska energetyka wiatrowa pomoże chronić bezpieczeństwo energetyczne i suwerenność Polski, dostarczając energię „niezależną od zawirowań geopolitycznych w tych wysoce niepewnych czasach”.

Tusk zauważył, że kryzysy energetyczne wywołane inwazją Rosji na Ukrainę w 2022 r., kiedy Polska i inne kraje UE zaprzestały importu rosyjskiego gazu i ropy, a także obecny kryzys na Bliskim Wschodzie, który uniemożliwił eksport ropy i gazu z regionu, podkreślają, jak ważne jest posiadanie zróżnicowanego miksu energetycznego.

„Polski wiatr będzie wiał niezależnie od tego, co stanie się w Iranie czy Moskwie” – powiedział Tusk. Zauważył również, że w tym samym nadmorskim rejonie, gdzie morska energia elektryczna trafia na ląd, Polska wkrótce zbuduje pierwszą elektrownię jądrową, co będzie kolejnym kluczowym elementem jej strategii energetycznej.

Plany budowy morskich farm wiatrowych i elektrowni jądrowych rozpoczęły się za czasów byłej administracji Prawa i Sprawiedliwości (PiS) i są kontynuowane przez koalicyjny rząd Tuska, który przejął władzę od PiS w grudniu 2023 roku.

Budowa Baltic Power rozpoczęła się w zeszłym roku, a zainstalowano już 54 turbiny. Projekt jest wspólnym przedsięwzięciem polskiego państwowego giganta energetycznego Orlen – od dawna kojarzonego przede wszystkim z ropą naftową, ale przestawił się na bardziej ekologiczne formy energii – i kanadyjskiej firmy Northland Power.

Zakończenie budowy Baltic Power zaplanowano na jesień tego roku, kiedy to zainstalowanych zostanie 76 turbin o łącznej mocy 1,2 gigawata (GW). W ciągu najbliższych lat na polskim Bałtyku ma powstać pięć kolejnych farm wiatrowych o łącznej mocy nieco ponad 6 GW.

Inne projekty to kolejny Orlen o nazwie Baltic East; Bałtyk 9 ​​przez PGE, kolejną państwową firmę energetyczną; oraz projekt opracowany przez prywatną polską firmę Polenergia i norweską firmę Equinor.

W grudniu ubiegłego roku Urząd Regulacji Energetyki (URE) dokonał ważnego wydarzenia, kończąc pierwszą w kraju aukcję na morską energię wiatrową, przyznając kontrakty trzem projektom o łącznej mocy 3,4 gigawata (GW).

Umowy przewidują gwarancję cen energii elektrycznej wyprodukowanej w elektrowniach wiatrowych na 25 lat, przy czym w przypadku niższych cen państwo pokrywa koszty, a w przypadku wyższych uzyskuje nadwyżki przychodów.

Polska podjęła również duże inwestycje w swoją sieć energetyczną i inną infrastrukturę, aby dostosować się do zwiększonej liczby źródeł odnawialnych, a większość prac sfinansowała miliardy euro z unijnych funduszy na naprawę po pandemii.

Zmiany te wpisują się w zasadniczą zmianę w Polsce zapoczątkowaną za czasów PiS i kontynuowaną przez Tuska, mającą na celu odejście od węgla, który nadal wytwarza około połowy wytwarzania energii.

W 2023 r. PiS przedstawił plany, zgodnie z którymi do 2040 r. Polska będzie wytwarzać około trzech czwartych energii elektrycznej ze źródeł o zerowej emisji, z czego 51% będzie pochodzić z odnawialnych źródeł energii, a 23% z energii jądrowej.

Zgodnie z zatwierdzonym w zeszłym miesiącu przez obecny rząd narodowym planem energetyczno-klimatycznym planuje się, że do 2040 roku Polska będzie wytwarzać 18-21% energii z morskiej energetyki wiatrowej i 22-27% z lądowej. Dalsze 15–16% będzie pochodzić z energii jądrowej, 14–18% z energii słonecznej, 7–8% z gazu i 0–5% z węgla.

Minister energii i klimatu Paulina Hennig-Kloska, przemawiając na dzisiejszej uroczystości wraz z Tuskiem, przyznała, że ​​„energia morska (wiatrowa) jest droższa od lądowych źródeł wiatrowych czy fotowoltaicznych (słonecznych), ale dobrze konkuruje z gazem i węglem”.

Hennig-Kloska przewodziła wcześniej wysiłkom obecnego rządu na rzecz rozwoju energetyki wiatrowej na lądzie, które były w dużej mierze blokowane przez poprzednią administrację PiS. Jednak ustawa mająca na celu poluzowanie zasad budowy turbin lądowych została w zeszłym roku zawetowana przez zrzeszonego w PiS prezydenta Karola Nawrockiego.

Anna Kowalski
Anna Kowalski
Jestem redaktorką naczelną Ukiel Magazine i od lat zajmuję się dziennikarstwem. W swojej pracy stawiam na rzetelność, przejrzystość i najwyższą jakość publikacji. Wierzę, że media powinny nie tylko informować, ale także inspirować do refleksji i dialogu.