Koronawirus sprawił, że wielu Polaków ma problem ze znalezieniem pracy. Ofert jest zdecydowanie mniej, nie ma też zbyt dużego wyboru. Alternatywą jest wyjazd za granicę. Tylko czy w obecnej sytuacji jest to bezpieczne? Oto, jak radzi sobie Holandia.
Trudności ze znalezieniem pracy sezonowej w Polsce skłoniły mnie do wyjazdu za granicę. Wybrałam Holandię. Brak obowiązkowej kwarantanny po przyjeździe był dużym plusem, ponieważ od razu mogłam rozpocząć pracę.
Koronawirus: Holandia bez maseczek
Łączna liczba zakażeń koronawirusem w Holandii wynosi 77 688 osób (stan na środę 9 września). W ciągu 14 dni odnotowano 7 400 przypadków. Od początku pandemii z powodu Covd-19 zmarło 6 246 Holendrów.
Agencja pracy zatrudniła mnie w magazynie dużego marketu w jednej z miejscowości w prowincji Utrecht. Plasuje się ona na szóstym miejscu pod względem liczby zakażeń koronawirusem. Do tej pory epidemiolodzy stwierdzili tu około 4 300 przypadków.
Zakwaterowanie dostałam na obrzeżach Bunschoten, miejscowości liczącej około 22 tysięcy mieszkańców. Potwierdzona liczba zakażeń wynosi tutaj 63, nikt nie zmarł z powodu Covid-19.
W weekend miasteczko tętni życiem – jest przepełnione mieszkańcami i turystami. Bez maseczek. Uliczki są ciasne, więc zachowanie odstępu między osobami często jest niemożliwe. Dodatkowo w Bunschoten jest spora plaża. W ciepłe dni była wręcz oblężona. I również nikt nie zasłaniał ust i nosa.
Jakby pandemii w ogóle nie było
Kiedy załatwiałam sprawy w urzędzie, spotkało mnie niemałe zaskoczenie. W środku nie było obowiązku noszenia maseczek. Było za to dużo osób, a wszystkie stanowiska były otwarte dla petentów. Dezynfekcja rąk również nie była obowiązkowa. Odniosłam wrażenie, jakby pandemii w ogóle nie było.
Ta sama sytuacja spotkała mnie w markecie, w którym pracuję. Nikt nie nosi maseczek ani rękawiczek. Przy wejściach znajdują się natomiast dozowniki z płynem do dezynfekcji rąk i uchwytów wózków. Przy kasach są też linie, wyznaczające odstępy między klientami czekającymi w kolejce.
Obowiązek noszenia maseczek jest jedynie w niektórych prowincjach Holandii. Rząd nie narzuca odgórnie tego nakazu. Prawo do nakładania danych restrykcji mają natomiast władze lokalne.

Najczęściej upomnienie
W sierpniu obowiązek noszenia maseczek, ale tylko w niektórych miejscach, przywróciły Amsterdam czy Rotterdam – ze względu na dużą liczbę turystów. Dotyczył on m.in. najbardziej zatłoczonych ulic i alejek. Jeżeli sklep znajdował się na z nakazem, to tam również trzeba było zasłaniać usta i nos.
Policja kontrolowała te miejsca i zazwyczaj brak maseczki kończył się upomnieniem lub prośbą o opuszczenie danego miejsca. Później pojawiły się mandaty – w wysokości 95 euro. Ta restrykcja została już jednak zniesiona, bo była jedynie eksperymentem. Efekty bada teraz Netherlands Study Center for Crime and Law Enforcement (NSCR), które zorganizowało eksperyment.
W naszym miejscu pracy jest więcej wytycznych, mających ochronić pracowników przed zakażeniem. Na terenie zakładu obowiązuje kilka zasad. Wchodząc do magazynu, musimy zdezynfekować ręce, następnie wszystkim mierzona jest temperatura. W różnych miejscach wiszą też plakietki w języku angielskim z instrukcjami, w jaki sposób uniknąć zakażenia.
Pracownicy muszą zachowywać od siebie półtorametrowy odstęp. Wszyscy i wszędzie. Jedynie osoba, która mierzy temperaturę pracownikom, musi nosić maseczkę ochronną na twarzy. Przy wejściach do wszystkich pomieszczeń wiszą też dozowniki z płynem do dezynfekcji rąk.
Strach przed powrotem
Mamy również odgórnie ustalane przerwy, żeby zmniejszyć liczbę osób przebywających w tym samym czasie w stołówce. Dodatkowo, zwiększono w niej dostępy między siedzeniami. W stosowaniu tych zasad Holendrzy są konsekwentni.
Odczuwam tutaj duży spokój. Restrykcje są zdecydowanie mniej uciążliwe, a Holendrzy mniej przerażeni całą sytuacją. Często rozmawiamy w pracy na temat tego, co dzieje się w naszym kraju. Polacy są pozytywnie zaskoczeni podejściem Holendrów do pandemii. Większość naszych rodaków nie boi się zakażenia, ale utrudnień związanych z powrotem do kraju czy wyjazdem na urlop.
Pobyt w Holandii jest dla mnie swego rodzaju odpoczynkiem od koronawirusowego chaosu. Moim jedynym zmartwieniem jest obecnie to, czy uda mi się bez problemu wrócić do Polski. Nauczeni doświadczeniem doskonale wiemy, że wszystko może zmienić się w kilka dni.
Monika Suchodolska
Zobacz również:
Koronawirus na Warmii i Mazurach: zakażony uczeń i dwóch nauczycieli