Historyczny spór Polski i Ukrainy: jak tu dotarliśmy i dokąd teraz zmierzamy?

2026-06-22

autorstwa Daniela Tillesa

Trwający spór dyplomatyczny między Polską a Ukrainą, który osiągnął apogeum w piątek, gdy prezydent Polski Karol Nawrocki odebrał Wołodymyrowi Zełenskiemu najwyższe odznaczenia Polski, ciągnął się już od dawna.

Chociaż Polska zdecydowanie wspierała Ukrainę w jej obronie przed rosyjską agresją, nierozwiązane kwestie związane z masakrą wołyńską – podczas której ukraińscy nacjonaliści zabili dziesiątki tysięcy polskich cywilów podczas drugiej wojny światowej – zawsze przyćmiewały ich stosunki i często powodowały napięcia.

Polska uważa rzeź, której ofiarami były głównie kobiety i dzieci, a dokonaną ze szczególną brutalnością, za ludobójstwo. Ukraina odrzuca tę etykietę i nadal honoruje wielu przywódców i grupy odpowiedzialne za masakry ze względu na ich rolę w walce ze wspieranymi przez Moskwę rządami sowieckimi.

W 2024 roku wicepremier w obecnym rządzie Polski – reprezentującym bardziej liberalną stronę polskiej polityki – powiedział, że Polska nie pozwoli Ukrainie na wejście do Unii Europejskiej, dopóki „nie rozwiąże” kwestii Wołynia.

„Chcemy, aby Ukraina się rozwijała, ale nie możemy pozostawić bez leczenia rany, która się nie zagoiła” – powiedział Władysław Kosiniak-Kamysz.

Rok później, walcząc o prezydenturę, Nawrocki – powiązany z prawicową opozycją – także mówił, że „nie widzi Ukrainy w UE ani w NATO, dopóki nie zostaną rozwiązane ważne dla Polski kwestie cywilizacyjne”.

„Kraj, który nie jest w stanie odpowiedzieć za bardzo brutalną zbrodnię na 120 tysiącach swoich sąsiadów, nie może być częścią międzynarodowych sojuszy” – dodał Nawrocki.

Jak widzimy teraz, nie były to czcze groźby.

Ze swojej strony Ukraina w zeszłym roku potępiła decyzję Polski o ustanowieniu dnia pamięci „ofiar ludobójstwa”, twierdząc, że „jest to sprzeczne z dobrosąsiedzkimi stosunkami”.

Krytykowała także zaproponowaną przez Nawrockiego ustawę kryminalizującą propagowanie ideologii związanych z ukraińskimi ugrupowaniami nacjonalistycznymi z II wojny światowej. Kijów ostrzegł przed „środkami odwetowymi” w przypadku ich wprowadzenia.

Należy zauważyć, że obok takich napięć podejmowano wysiłki na rzecz pojednania. Kiedy poprzednik Zełenskiego i Nawrockiego, Andrzej Duda, wspólnie uczestniczyli w obchodach rocznicy zbrodni wołyńskiej, był to niezwykle symboliczny moment.

Kolejny przełom nastąpił w zeszłym roku, kiedy Kijów po ośmioletnim zakazie zezwolił na wznowienie na swoim terytorium ekshumacji szczątków ofiar masakry.

Jednak tego typu gesty nie odniosły się do zasadniczego problemu, jakim są zasadniczo odmienne – i głęboko sprzeczne – narracje narodowe dotyczące tego okresu historii. Było to wyraźnie widoczne na początku tego roku podczas sporu między Polską a państwowymi organami historycznymi Ukrainy.

W lutym szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (UINR) Oleksandr Alfyorow nazwał „tragedię wołyńską jednym z mitów państwowych Polski”. Potem poprawił się, twierdząc, że „nie jest to mit, ale jeden z kluczowych elementów wielkiej polskiej narracji”. Natomiast „dla większości Ukraińców jest to po prostu lokalny epizod historii”.

W odpowiedzi polski Instytut Pamięci Narodowej (IPN) nazwał komentarze Alfiorowa „skandalicznymi”, stwierdzając, że „ludobójstwo na Wołyniu jest faktem udokumentowanym” i że „zamordowanie ponad 100 000 obywateli Polski – głównie kobiet, dzieci i osób starszych – nie jest „epizodem””.

Krytykował także fakt, że „współczesne państwo ukraińskie buduje elementy swojej tożsamości na kulcie jednostek i organizacji odpowiedzialnych za te zbrodnie”.

Biorąc pod uwagę te nierozwiązane różnice, kwestia ta zawsze była tykającą bombą, czekającą na eksplozję, jeśli którakolwiek ze stron wykona szczególnie kontrowersyjny ruch.

Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia wzrosło wraz z pogorszeniem się stosunków polsko-ukraińskich: w Polsce narasta antyukraińska retoryka ze strony prawicowych polityków i spada sympatia wśród ogółu społeczeństwa; dla Kijowa Polska nie jest już głównym dostawcą sprzętu i pomocy, jak to miało miejsce na początku wojny.

Początkową winę za spór, który wybuchł w tym miesiącu, ponosi Zełenski, który pod koniec maja podjął decyzję o nazwaniu jednostki wojskowej imieniem Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), która przewodziła rzezi wołyńskiej. Strona ukraińska oświadczyła, że ​​uczyniła to w odpowiedzi na prośbę samych żołnierzy.

Biorąc jednak pod uwagę, jak ważna i drażliwa jest to kwestia dla Polski (której przywódcy regularnie poruszają ją w rozmowach dwustronnych, m.in. podczas grudniowego spotkania Nawrockiego z Zełenskim), ukraiński prezydent i jego doradcy powinni byli zdawać sobie sprawę, że jego decyzja wywoła gniew. Rzeczywiście w niedzielnym wywiadzie Zełenski ujawnił, że podczas pierwszego spotkania prezentem powitalnym od Nawrockiego była książka o rzezi wołyńskiej.

Po tym, jak Zełenski wywołał polski gniew, nadając jednostce imię UPA, strona ukraińska miała prawie trzy tygodnie, w których twierdziła, że ​​szuka rozwiązania dyplomatycznego. Rozmowy te nie przyniosły jednak kompromisu.

Oczywiście Ukraina ma pełne prawo nazywać swoje jednostki wojskowe jak chce. Musi jednak także zaakceptować fakt, że inne kraje mają prawo poczuć się urażone jej decyzjami i odpowiednio zareagować.

I żeby było jasne, decyzja była obraźliwa. UPA była odpowiedzialna za brutalną kampanię czystek etnicznych wobec ludności cywilnej. Odpowiedź Ukrainy na gniew Polski nie polegała na zaprzeczaniu temu, lecz na próbie relatywizacji działań UPA.

Wskazuje na przykład na wcześniejsze antyukraińskie działania międzywojennego państwa polskiego. Choć dostarczają one ważnego kontekstu (którego Polacy powinni być bardziej świadomi i wyczuleni), to nie są porównywalne z rzezią i nie usprawiedliwiają jej.

Ukraińcy zauważają także, że w czasie wojny polskie oddziały partyzanckie zabiły tysiące Ukraińców. Działania te miały jednak znacznie mniejszą skalę i w dużej mierze miały charakter odwetowy, będący odpowiedzią na rzeź Polaków, a nie stanowiące część przemyślanej, zaplanowanej i skoordynowanej operacji czystek etnicznych. Nie oznacza to, że były akceptowalne; ale znowu nie są one tożsame z działaniami UPA.

Choć kryzys został wywołany przez Zełenskiego, został on radykalnie zaostrzony przez Nawrockiego, gdy w rozmowie z mediami na marginesie wydarzenia publicznego ogłosił, że podejmie działania mające na celu pozbawienie prezydenta Ukrainy Orderu Orła Białego.

Spośród około 1500 osób, które otrzymały tę nagrodę, tylko jednej osobie udało się ją wcześniej cofnąć – międzywojenny polski polityk skazany na podstawie sfabrykowanych zarzutów o planowanie zamachu stanu – i w jego przypadku została ona ostatecznie przywrócona.

Wśród tych, którym nie udało się uchylić zarządzenia, jest przywódca faszystowski Benito Mussolini; rosyjska cesarzowa Katarzyna Wielka, która zaaranżowała podział Polski pod koniec XVIII wieku; oraz były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, sojusznik Putina.

Zapowiedź Nawrockiego oznaczała zatem poważną eskalację sporu. A kiedy stało się jasne, że nie będzie rozwiązania dyplomatycznego, polski prezydent nie pozostawił sobie innego wyjścia, jak tylko spełnić swoją groźbę.

Z sondażu opublikowanego w dniu ogłoszenia swojej decyzji wynika, że ​​za odebraniem Zełenskiemu zaszczytu co najmniej 51% Polaków, było przeciwnych jedynie 36%. Wśród wyborców opozycji (czyli zwolenników Nawrockiego) 80% opowiedziało się za wycofaniem zarządzenia.

Jedyną niespodzianką było to, że Nawrocki nie czekał, jak wielu się po nim spodziewało, z ogłoszeniem swojej decyzji do zbliżającej się Konferencji Odbudowy Ukrainy (URC) w Polsce.

Zełenski ma być obecny na tym wydarzeniu, które rozpoczyna się w czwartek w tym tygodniu. Rzeczywiście Ukraina jest obok Polski współgospodarzem konferencji. Trudno sobie obecnie wyobrazić udział ukraińskiego prezydenta. Nawet jeśli tak się stanie, jego obecność zostanie przyćmiona przez spór dyplomatyczny.

A skutki mogą mieć szersze i bardziej długoterminowe konsekwencje. Polskie firmy miały nadzieję, że URC będzie narzędziem do zdobycia roli w powojennej odbudowie Ukrainy. Teraz wygląda to znacznie trudniej.

Premier Donald Tusk nalega, aby Polska odegrała centralną rolę w procesie pokojowym, rozgniewany przez Francję, Wielką Brytanię i Niemcy, z wyłączeniem innych krajów europejskich. To także wygląda teraz na znacznie trudniejsze.

Jednak Tusk, będący zagorzałym krajowym przeciwnikiem Nawrockiego, także będzie dążył do minimalizacji szkód. Choć on i jego rząd krytykowali decyzję Zełenskiego, sprzeciwiali się pozbawieniu go rozkazu, ostrzegając, że spór polsko-ukraiński przynosi wyłącznie korzyści Rosji.

W dłuższej perspektywie spór może mieć wpływ na pożądane przystąpienie Ukrainy do UE, co nie może nastąpić bez zgody wszystkich pozostałych państw członkowskich. Jak zauważono powyżej, obie strony skądinąd gorzkiego podziału politycznego w Polsce dały do ​​zrozumienia, że ​​nie pozwolą na to, dopóki Kijów nie „rozwiąże” kwestii historycznych.

Zawsze było niejasne, na czym dokładnie to miałoby polegać. Ważnym elementem było umożliwienie ekshumacji. Ale wydaje się również prawdopodobne, że Polska chciałaby, aby najwyższe władze Ukrainy uzyskały jednoznaczne potwierdzenie skali i charakteru masakr oraz tego, kto ich dokonał.

Osiągnięcie tego zawsze byłoby wyzwaniem. Teraz niechęć Zełenskiego do usunięcia nawet nazwy UPA z jednostki wojskowej, spotęgowana eskalacją sporu przez Nawrockiego, jeszcze bardziej utrudnia wyobrażenie sobie znalezienia akceptowalnego kompromisu.

Anna Kowalski
Anna Kowalski
Jestem redaktorką naczelną Ukiel Magazine i od lat zajmuję się dziennikarstwem. W swojej pracy stawiam na rzetelność, przejrzystość i najwyższą jakość publikacji. Wierzę, że media powinny nie tylko informować, ale także inspirować do refleksji i dialogu.