„Prawa ręka” premiera wybrana na sędziego polskiego Trybunału Konstytucyjnego

2026-09-04

Premierowi Donaldowi Tuskowi udało się wybrać przez parlament Macieja Berka, którego niedawno określił jako swoją „prawą rękę”, na sędziego Trybunału Konstytucyjnego (TK), stłumiając bunt części członków własnej koalicji.

Krytycy argumentowali, że nominacja narusza obietnice rządu dotyczące „odpolitycznienia” TK, m.in. poprzez zakaz zasiadania w niej ostatnio aktywnych polityków. Berek był ministrem rządu od 2023 r., kiedy Tusk doszedł do władzy, aż do zeszłego miesiąca, kiedy ustąpił ze stanowiska, aby kandydować do TK.

Nie jest jednak jasne, co będzie dalej. Opozycyjny prezydent Karol Nawrocki odmówił w tym roku złożenia ślubowania czterem wybranym przez parlament sędziom TK i dał jasno do zrozumienia, że ​​także jest przeciwny kandydaturze Berka.

W połowie sierpnia Berek ogłosił, że odchodzi z rządu, w którym pełnił funkcję ministra odpowiedzialnego za nadzór nad realizacją polityki. Niedługo potem Tusk potwierdził, że Berek zostanie nominowany na wakat w TK.

Premier argumentował, że Berek w czasie sprawowania rządów przyjął rolę technokratyczną, „apolityczną i bezpartyjną”. Stwierdził, że bogate doświadczenie Berka w zakresie prawa konstytucyjnego i procesu legislacyjnego czyni go idealnym kandydatem.

Jednak część parlamentarzystów z młodszych partnerów koalicji Tuska publicznie sprzeciwiła się nominacji. Zauważyli, że w 2024 r. większość parlamentarna rządu zatwierdziła ustawę zakazującą zostania sędzią TK każdemu, kto przez ostatnie cztery lata był politykiem.

Ustawa nigdy nie weszła w życie, gdyż została skutecznie zablokowana przez połączenie ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudy i samej TK, które były powiązane z narodowo-konserwatywnym Prawem i Sprawiedliwością (PiS), partią rządzącą Polską w latach 2015–2023, a obecnie największą grupą opozycyjną.

Przed dzisiejszym głosowaniem w Sejmie, potężniejszej izbie niższej parlamentu, nie było jasne, czy kandydatura Berka zostanie przyjęta. Ostatecznie uzyskał niezbędną większość, uzyskując poparcie 226 parlamentarzystów spośród 437 głosujących w 460-osobowej izbie.

W koalicji rządzącej przeciwko kandydaturze Berka głosowało tylko czterech posłów, w tym jeden z centrowej Koalicji Obywatelskiej (KO) Tuska, Klaudia Jachira. Kolejnym przeciwnikiem był Włodzimierz Czarzasty, lider Lewicy (Lewica), jeden z młodszych partnerów koalicyjnych Tuska i marszałek Sejmu.

W głosowaniu nie wzięło udziału jedenastu posłów rządzącej koalicji. Przeciw kandydaturze Berka głosowała cała prawicowa i skrajnie prawicowa opozycja.

Berek ma dołączyć do TK po tym, jak 18 września zwolni się wakat w jej 15-osobowym składzie, kiedy kończy się dziewięcioletnia kadencja obecnego sędziego Justyna Piskorskiego.

Jednak zgodnie z polskim prawem nowy sędzia TK musi najpierw złożyć przysięgę „przed prezydentem”. Nawrocki wykorzystał ten wymóg, odmawiając złożenia ślubowania czterem sędziom wybranym przez większość rządzącą w tegorocznym Sejmie. Złożył jednak przysięgę w trzech innych sprawach.

Nawrocki argumentował, że istnieją wątpliwości prawne co do powołania kwartetu, którego przysięgi odmówił przyjęcia. Rząd twierdzi jednak, że prezydent nie ma prawa oceniać ich kandydatur, a złożenie zaprzysiężenia to jedynie formalność.

Zamiast tego czterej sędziowie zorganizowali własne zaprzysiężenie w Sejmie przed notariuszem, po czym przekazali ślubowania prezydentowi i podjęli próbę objęcia mandatu w TK.

Jednak prezes trybunału Bogdan Święczkowski odmówił dopuszczenia ich do służby, powołując się na niezłożenie przez nich przysięgi przed prezydentem. Święczkowski był wcześniej wiceministrem sprawiedliwości w byłym rządzie PiS i nadal jest postrzegany jako lojalny wobec partii.

W maju Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał postanowienie tymczasowe wymagające dopuszczenia czterech sędziów do objęcia stanowisk. Święczkowski jednak to zignorował, argumentując, że ETPC nie ma kompetencji do podjęcia takiej decyzji.

Wydaje się prawdopodobne, że Nawrocki odmówi złożenia przysięgi u Berka. „Myślę, że ostatnią rzeczą, jakiej TK potrzebuje, jest inny polityk, zwłaszcza polityk będący bliskim współpracownikiem premiera Donalda Tuska” – powiedział w czwartek Nawrocki.

W piątek rano, przed głosowaniem w Sejmie, szef sztabu prezydenta Zbigniew Bogucki w wystąpieniu do Izby przedstawił sprzeciw prezydenta wobec kandydatury Berka.

Stwierdził, że podobnie jak polityczne powiązania Berka z rządem, pojawiają się wątpliwości, czy w ogóle spełnia on wymogi formalne zasiadania w Trybunale, w szczególności wymóg co najmniej 10-letniego stażu pracy prawniczej. Berek twierdzi, że spełnia ten wymóg.

Zamieszanie pogłębia fakt, że rząd Tuska nie uważa obecnego TK za legalny ze względu na obecność sędziów, w tym Piskorskiego, którzy zostali powołani niezgodnie z prawem za sprawowania władzy PiS i Dudy. Ignoruje wszelkie orzeczenia TK.

Tusk podkreślał, że jednym z powodów, dla których chce powołać Berka do TK, jest pomoc w „naprawieniu” trybunału. Nominacja Berka oznacza, że ​​obecnie ośmiu sędziów TK wybieranych jest przez koalicję rządzącą, co daje im większość w sądzie.

Ponieważ jednak Nawrocki i Święczkowski odmówili przyjęcia czterech z nich i prawdopodobnie odrzucili także Berka, konieczne byłoby podjęcie jakiś drastycznych działań, aby mogli zacząć służyć.

Anna Kowalski
Anna Kowalski
Jestem redaktorką naczelną Ukiel Magazine i od lat zajmuję się dziennikarstwem. W swojej pracy stawiam na rzetelność, przejrzystość i najwyższą jakość publikacji. Wierzę, że media powinny nie tylko informować, ale także inspirować do refleksji i dialogu.