To najświeższa wiadomość, która może być aktualizowana w miarę rozwoju sytuacji.
Ponad 30 posłów narodowo-konserwatywnego Prawa i Sprawiedliwości (PiS), głównej polskiej partii opozycyjnej, faktycznie złożyło rezygnację ze stanowiska po odmowie podpisania zobowiązania lojalnościowego, ogłosił lider partii Jarosław Kaczyński.
Spór koncentruje się wokół bardziej umiarkowanej frakcji w partii, z którą związany jest były premier i wiceszef PiS Mateusz Morawiecki, który jest jednym z tych, którzy mają zostać wydaleni z partii. Od miesięcy byli niezadowoleni z ruchu PiS w zdecydowanie prawicowym kierunku.
💬 Prezes PiS Jarosław Kaczyński @OficjalnyJK.
👉Udostępnij pic.twitter.com/bycjE0Yq0f— Prawo i Sprawiedliwość (@pisorgpl) 24 lipca 2026 r
„Około 30-latka… posłów naszej grupy złożyło rezygnację ze stanowiska” – ujawnił Kaczyński na piątkowej konferencji prasowej. Dodał, że ich odejście zostanie sformalizowane na posiedzeniu komitetu politycznego partii zaplanowanym na wtorek przyszłego tygodnia.
Oświadczenie Kaczyńskiego nadeszło po tym, jak w czwartek o północy upłynął termin, w którym 186 parlamentarzystów mogło podpisać przyrzeczenie lojalności wobec partii, obejmujące m.in. zobowiązanie do nienależenia do żadnych zewnętrznych stowarzyszeń politycznych.
Działanie to było skierowane w szczególności do założonego przez Morawieckiego w kwietniu stowarzyszenia Rozwój Plus (Rozwój Plus). Były premier zawsze podkreślał, że jego organizacja ma być uzupełnieniem PiS, a nie jego rywalem.
Jednak dla wielu działaczy partii było to próbą Morawieckiego stworzenia odrębnego ośrodka władzy i potencjalnego wykorzystania stowarzyszenia jako punktu startowego do stworzenia własnej partii przed wyborami parlamentarnymi na jesień 2027 roku.
Prawicowo-opozycyjna partia PiS zagroziła podjęciem działań dyscyplinarnych, w tym wykluczeniem z list wyborczych, kilkudziesięciu jej parlamentarzystów, którzy dołączyli do nowej wewnętrznej grupy kierowanej przez byłego premiera @MorawieckiM i zamierzali apelować do bardziej umiarkowanych wyborców https://t.co/y62Cm361U2
Po tym, jak w środę w zeszłym tygodniu PiS wydał uchwałę wymagającą od parlamentarzystów zobowiązania się do wycofania się z takich stowarzyszeń, większość ze 186 parlamentarzystów szybko się zgodziła. Jednak grupa licząca od 30 do 40 osób należąca do Development Plus odmówiła.
„Wszyscy wiedzieli, co mają podpisać i znali konsekwencje niepodpisania” – powiedział w piątek Kaczyński. „I tak podjęli decyzję, którą podjęli”.
„W tej sytuacji nie możemy postrzegać stowarzyszenia (Development Plus) jako czegoś innego niż element planu… podziału naszej partii” – dodał. Jednak choć jego zwolennicy odejdą teraz z PiS, „chcemy się rozstać bez żadnej wrogości” – powiedział Kaczyński.
W chwili pisania tego tekstu sam Morawiecki nie komentował zapowiedzi Kaczyńskiego. Jeden z jego sojuszników, Piotr Müller, wyjaśnił, że nikt w Development Plus nie zrezygnował z członkostwa w PiS. Po prostu nie podpisali deklaracji, o którą prosił PiS.
Wcześniej w piątek, przed oświadczeniem Kaczyńskiego, Morawiecki powiedział nadawcy wPolsce24, że bezimienna „grupa intrygantów” w partii próbuje nastawić Kaczyńskiego przeciwko niemu. Wyraził nadzieję, że „ludzie się opamiętają”.
Morawiecki ujawnił, że na czwartkowym spotkaniu z Kaczyńskim „zaproponował takie ramy działania stowarzyszenia, które nie tylko nie byłyby sprzeczne z działaniami partii, ale wręcz wspierałyby jej działania”.
Tymczasem Kaczyński powiedział, że zaproponował własny kompromis, w myśl którego działalność stowarzyszenia zostanie zawieszona do czasu przyszłorocznych wyborów. Żadna ze stron nie była jednak skłonna zaakceptować żądań drugiej.
Budujmy razem szerokie środowisko prawicy, bo cel jest jeden – silna Polska! pic.twitter.com/tb9czS8DAK
— Mateusz Morawiecki (@MorawieckiM) 24 lipca 2026
Jeśli wydalenie zwolenników Morawieckiego zostanie potwierdzone, będzie to oznaczać poważne wstrząsy w polskim krajobrazie politycznym. PiS przez ostatnie dwie dekady był dominującą siłą na polskiej prawicy, włączając okresy sprawowania rządów w latach 2005-2007 i 2015-2023.
Jednak od utraty władzy w wyborach w 2023 r., kiedy partia zdobyła 35% głosów, średnie poparcie PiS w sondażach spadło do ok. 23–24%, najniższego poziomu od 14 lat.
Tymczasem wyzwaniem dla tej polityki jest wzrost popularności skrajnej prawicy, gdzie dwie partie, Konfederacja (Konfederacja) i Konfederacja Korony Polskiej (KKP), obecnie wspólnie oceniają podobny łączny poziom poparcia dla PiS.
W odpowiedzi Kaczyński w marcu wymienił twardogłowego Przemysława Czarneka jako kandydata PiS na premiera w przyszłorocznych wyborach. Czarneka postrzegano jako osobę, która może spodobać się wyborcom skrajnej prawicy, a jednocześnie potencjalnie współpracuje ze skrajną prawicą, gdyby po wyborach potrzebna była koalicja.
Poparcie dla PiS spadło do najniższego poziomu od 14 lat, w miarę jak partia zmaga się z wewnętrznymi podziałami, wzrostem popularności skrajnie prawicowych pretendentów, życiem w cieniu prezydenta Nawrockiego i niepopularnością w Polsce sojusznika PiS Donalda Trumpa, pisze @danieltilles1 https://t.co/QRScBpEQQG
Jednak od czasu nominacji Czarneka nie wzrosło poparcie dla PiS, co budzi rosnące zaniepokojenie bardziej umiarkowanych osobistości w partii, na której czele stoi Morawiecki.
Twierdzą, że PiS niesłusznie wyparł się wielu sukcesów swojej kadencji przed 2023 rokiem i obawiają się, że przesunięcie w prawo zmniejszy jego szanse na pozyskanie większej liczby centrowych wyborców.
Morawiecki, który zanim dołączył do PiS i został ministrem finansów, a następnie premierem, był międzynarodowym bankierem, chce, aby partia skupiła się na kwestiach bardziej technokratycznych, takich jak rozwój gospodarczy, a nie na wojnach kulturowych.
Doprowadziło to do częstych publicznych sparingów pomiędzy jego zwolennikami a innymi członkami partii. W kwietniu PiS zagroził podjęciem działań dyscyplinarnych członkom Rozwoju Plus. Kaczyński i Morawiecki doszli wówczas do porozumienia, które pozwoliło na kontynuację stowarzyszenia. Ale ten niełatwy rozejm się rozpadł.