Polski premier wyklucza wysłanie wojsk na Grenlandię, twierdzi, że inwazja USA będzie „końcem świata, jaki znamy”

2026-01-15

Premier Donald Tusk powiedział, że Polska nie ma planów przyłączania się do innych krajów europejskich w wysyłaniu personelu wojskowego na Grenlandię w związku z ciągłymi zaniepokojeniem wysiłkami prezydenta USA Donalda Trumpa zmierzającymi do przejęcia kontroli nad wyspą.

Tusk ostrzegł, że jeśli Trump podejmie działania militarne przeciwko Grenlandii, będzie to „koniec świata, jaki znamy”.

W czwartek Niemcy, Szwecja, Francja i Norwegia – wszyscy członkowie NATO – potwierdzili, że wysyłają małe kontyngenty wojskowe na Grenlandię, która jest częścią Królestwa Danii, w celu wzięcia udziału we wspólnych ćwiczeniach ze swoimi duńskimi odpowiednikami.

Później na konferencji prasowej Tuska zapytano, czy Polska pójdzie za ich przykładem. „Nie, nie mamy planów wysyłania polskich wojsk na Grenlandię” – odpowiedział. Pytany szerzej o sytuację Tusk stwierdził, że „potencjalna interwencja wojskowa USA byłaby katastrofą”.

„Konflikt lub próba aneksji terytorium państwa członkowskiego NATO przez inne państwo członkowskie NATO, w tym Stany Zjednoczone, oznaczałby koniec świata, jaki znamy” – kontynuował premier.

Oznaczałoby to koniec „a ład światowy oparty na solidarności NATO, który powstrzymał złe siły komunizmu, terroryzmu i innych form międzynarodowej agresji” – dodał.

Polski premier powiedział, że „nie chce spekulować, czy (amerykańska inwazja) jest możliwa”. Ale „niestety nie można wykluczyć żadnego scenariusza”, zwłaszcza „gbiorąc pod uwagę dotychczasowe działania administracji prezydenta Trumpa”.

Zauważył, że podczas poprzednich rozmów z Trumpem amerykański prezydent „wielokrotnie dawał do zrozumienia, że ​​preferuje nieprzewidywalność i zaskoczenie, zwłaszcza sojuszników”.

W przypadku upadku istniejącego sojuszu transatlantyckiego – stwierdził Tusk – „będziemy musieli przygotować się na budowę architektury bezpieczeństwa z tymi, którzy pozostaną wierni projektowi Zachodu jako wspólnoty”.

Tusk, były przewodniczący Rady Europejskiej, stoi na czele centrowego, prounijnego rządu. Zarówno on, jak i inne osobistości z jego administracji byli w przeszłości krytyczni wobec Trumpa, choć starali się współpracować z prezydentem USA od czasu jego powrotu do Białego Domu.

Z kolei prezydent Polski Karol Nawrocki, powiązany z prawicową opozycją, był bliskim sojusznikiem Trumpa. Zapytany w tym tygodniu przez BBC o sytuację wokół Grenlandii, Nawrocki powiedział, że „dyskusje powinny pozostać sprawą pomiędzy premierem Danii a prezydentem Trumpem”.

Stanowiło to kontrast w stosunku do Tuska, który w zeszłym tygodniu był współautorem oświadczenia wraz z premierem Danii oraz przywódcami Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii ostrzegającym Trumpa przed naruszaniem suwerenności Grenlandii.

Podczas gdy polski rząd pod przewodnictwem Tuska odpowiada za bieżące prowadzenie polityki zagranicznej i obronnej, prezydent pełni funkcję zwierzchnika sił zbrojnych i ma głos w stosunkach międzynarodowych Polski.

Anna Kowalski
Anna Kowalski
Jestem redaktorką naczelną Ukiel Magazine i od lat zajmuję się dziennikarstwem. W swojej pracy stawiam na rzetelność, przejrzystość i najwyższą jakość publikacji. Wierzę, że media powinny nie tylko informować, ale także inspirować do refleksji i dialogu.