Polska wstrzymuje prace nad reformą rynku pracy, ryzykując wielomiliardowe fundusze unijne

2026-01-11

Polski premier Donald Tusk zawiesił prace nad reformą, która miała wzmocnić prawa pracownicze poprzez zwiększenie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy (PIP).

Decyzja może narazić Polskę na utratę funduszy Unii Europejskiej, gdyż środki te były jednym z uzgodnionych z Brukselą kamieni milowych w celu odblokowania miliardowych euro z funduszy naprawczych po pandemii. Wywołało to także napięcia w koalicji rządzącej Tuska, której reformę zdecydowanie popierała Lewica.

We wtorek Tusk zapowiedział zawieszenie prac nad ustawą, która dawałaby inspektorom PIP możliwość przeklasyfikowania umów B2B, czyli tzw. „umów śmieciowych” (umowa śmieciowa) Jak umowy o pracę (umowa o pracę) w przypadkach, gdy pracownik jest faktycznie traktowany jak pracownik, mimo że jest formalnie zatrudniony jako wykonawca.

Umowy o pracę wiążą się z większymi prawami i korzyściami dla pracowników, a także większymi obowiązkami dla pracodawców niż umowy B2B czy umowy śmieciowe, czyli rodzaj umowy, która nie zapewnia ochrony zatrudnienia, ochrony płac i prawa do urlopu.

Planowane reformy zostały pozytywnie przyjęte przez samą PIP i związki zawodowe. Wywołały one jednak gniew wśród pracodawców, zwłaszcza w związku z propozycją, która wymagałaby od przedsiębiorstw płacenia do trzech lat zaległych składek na ubezpieczenie społeczne pracowników, gdyby wykonawca został przeklasyfikowany na pracownika.

Uzasadniając decyzję o zawieszeniu prac nad reformą, Tusk stwierdził, że przyznanie „nadmiernych uprawnień urzędnikom, którzy będą decydować o sposobie zatrudniania ludzi, byłoby dla wielu firm bardzo destrukcyjne i mogłoby oznaczać także utratę pracy dla wielu osób”.

Polskie prawo definiuje zatrudnienie jako pracę wykonywaną pod nadzorem kierownika, w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę. Zastępowanie stosunku pracy umową B2B jest niezgodne z prawem.

Niemniej jednak umowy B2B stały się popularnym sposobem na uniknięcie przez przedsiębiorstwa umów o pracę i obniżenie kosztów pracy.

Ponadto osoby prowadzące działalność gospodarczą (np.jednoosobowa działalność gospodarcza) korzystają ze statusu z preferencyjnych składek na ubezpieczenie zdrowotne dla nowych przedsiębiorstw i mogą odliczyć część podatków, dzięki czemu pracownicy mogą zachować większe dochody.

Ta forma pracy wiąże się jednak także z większą niepewnością zatrudnienia, gdyż nie jest chroniona prawem pracy i często skutkuje niższymi emeryturami ze względu na obniżone składki. Zmniejsza także wpływy z podatku dochodowego i składki na ubezpieczenie zdrowotne na rzecz państwa, w czasie, gdy Polska boryka się z szybko rosnącym zadłużeniem.

Prace nad reformą PIP były następstwem porozumienia z Komisją Europejską osiągniętego na początku ubiegłego roku, po tym, jak Polska zrezygnowała z planów wprowadzenia składek na ubezpieczenie społeczne od „umów śmieciowych”, uzgodnionych z UE za poprzedniego rządu.

Proponowana reforma PIP wykraczała poza rozszerzenie uprawnień inspektorów. Zawierała także regulacje dotyczące wymiany danych pomiędzy ZUS, PIP i Krajową Administracją Skarbową, usprawnienie kontroli poprzez zdalne sterowanie i dokumentację elektroniczną oraz wprowadzenie nowych kar finansowych za łamanie praw pracowniczych.

Na początku grudnia 2025 r. Stały Komitet Rady Ministrów, kluczowy organ międzyresortowy, zatwierdził projekt ustawy reformującej PIP przygotowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Choć pełny projekt ustawy nie został upubliczniony, Gazety Wyborczej poinformowało, że inspektorzy mogą zdecydować, czy pracownik był pracownikiem maksymalnie trzy lata w przeszłości, co może zmusić przedsiębiorstwa do późniejszego płacenia składek na ubezpieczenie społeczne i podatków.

Decyzja Tuska o rezygnacji z planów wzbudziła wśród jego koalicji obawy zarówno dotyczące ochrony pracowników, jak i możliwości utraty przez Polskę funduszy unijnych.

Włodzimierz Czarzasty, jeden z liderów lewicy i marszałek Sejmu, niższej izby parlamentu, powiedział, że jeśli niezbędne reformy nie zostaną wdrożone, Polska może stracić 11 miliardów złotych (2,6 miliarda euro) – podaje portal informacyjny Interia. Zapowiedział, że w tym tygodniu spotka się z Tuskiem, aby omówić tę sprawę.

Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz z centrowej „Polska 2050” również ostrzegała przed „wielomiliardowymi kosztami”.

Powiedziała Polskiej Agencji Prasowej (PAP), że Polska może próbować zrewidować umowę z UE, ale będzie to trudne ze względu na konieczność rozdysponowania środków w tym roku.

Tymczasem minister pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, również z Lewicy, wyraziła chęć pracy nad nowym rozwiązaniem.

„Jeśli będzie oczekiwana dyskusja na temat innych narzędzi, jesteśmy gotowi na taką dyskusję. Każdy ma prawo do swojego zdania, ale cel pozostaje ten sam, bo chcemy chronić polskich pracowników” – powiedziała.

Decyzję Tuska skrytykował Piotr Ostrowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ), który w rozmowie z TVN stwierdził, że wygląda na to, że „premier nie wie, o czym mówi”. Zasugerował, że Tusk skutecznie „przyzwala na nieprzestrzeganie” obowiązującego prawa pracy.

Jednak Marek Kowalski, szef Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), z zadowoleniem przyjął fakt, że premier „wsłuchał się w głos przedsiębiorców”.

Argumentował, że inspektorom pracy brakuje wiedzy specjalistycznej potrzebnej do ustalenia statusu zatrudnienia, i przestrzegł, że reforma może podnieść koszty dla przedsiębiorstw, ostatecznie szkodząc samym pracownikom.

Jednak szef PIP Marcin Stanecki bronił proponowanych reform, twierdząc, że byłyby one „bardzo korzystne zarówno dla przedsiębiorców, jak i Państwowej Inspekcji Pracy” – podaje PAP. Wyraził gotowość pomocy w wyjaśnieniu wszelkich wątpliwości związanych z proponowanymi rozwiązaniami.

Ankieta przeprowadzona przez IBRiS dla Rzeczpospolita Z opublikowanego w tym tygodniu dziennika wynika, że ​​ponad 60% Polaków popiera umożliwienie PIP zamiany umów B2B i umów śmieciowych na umowy o pracę.

Anna Kowalski
Anna Kowalski
Jestem redaktorką naczelną Ukiel Magazine i od lat zajmuję się dziennikarstwem. W swojej pracy stawiam na rzetelność, przejrzystość i najwyższą jakość publikacji. Wierzę, że media powinny nie tylko informować, ale także inspirować do refleksji i dialogu.